- Sama nie wiem... Na jaki czas będzie bezpiecznie się położyć, skoro nie opalałam się już całe wieki?
- MAMY NOWE LAMPY, WIĘC PROPONUJĘ NA POCZĄTEK WEJŚĆ NA 10 MINUT. - Jestem przekonana, że jej propozycja oznacza "tylko", a nie "aż". Do czasu.
Że też mój spektakularny upadek na schodach wejściowych do tego solarium nie dał mi do myślenia! To był znak od Boga. To była próba ratunku mnie. Na pewno!
Mądry Polak po szkodzie.
Leżę. A więc tak jest w trumnie? Boże, to już drugie z Tobą skojarzenie, natychmiast zmieniam swoje marzenia - teraz największym jest wyjść stąd cało i zdrowo.
Podobno w jakimś filmie była scena, w której bohaterka podczas wizyty w solarium spaliła się żywcem, bo coś tam pękło, wystrzeliło, a do tego drzwi się zatrzasnęły. Moje się otwierają. Sprawdzam średnio co dwadzieścia sekund, ręka otwierająca/zamykająca kabinę zapewne jako jedyna część ciała nie będzie świeciła złotym brązem z kilometra, no ale nieocenione jest przecież życie ludzkie! Spokój wewnętrzny człowieka również. Chwila wspomnień. Ciocia Andzia miała czerniaka. Bez paniki! Pełen relaks...
Radyjko sobie gra, Bijąse krzyczy mi do lewego ucha, prawy głośnik niestety wysiadł, tak to bym chociaż była głucha na oba.
Czas wstawać. Przypomniały mi się wakacje na wsi, tam po raz pierwszy poczułam smród opalanej kury. Drugi raz miał miejsce podczas mojego niezapomnianego, pierwszego wyczynu kulinarnego, kiedy to spaliłam garnek, jego wyparowaną uprzednio zawartość oraz brwi, bo chciałam pochuchać na dymek. Teraźniejszy "zapach", notabene mój własny, jest zatem trzecią tego typu atrakcją.
Naiwnie wierzyłam, że najgorsze mam już za sobą. Nazajutrz po tym doświadczeniu - czyli dokładnie dzisiaj - siedzę i umieram. Autentycznie! Jęczę, stękam, proszę swoje ciało o litość, oraz mamę o maślankę. Kolor skóry mam różowy (może to już świńska grypa?;-)), a to, co czuję, to już nawet nie jest zwykłe pieczenie, tylko istne tortury.
Pozostał jeszcze karnet do wykorzystania, na który dałam się naciągnąć z myślą o imprezie sylwestrowej. Jednak nie znam nikogo, kogo darzyłabym tak szczególną antypatią, bym mogła ową "przepustkę do raju" (choć biorąc pod uwagę odcień mojej skóry: adekwatniej byłoby napisać jednak jakiś tekst o piekle) temu komuś sprezentować.
Pozdrawiam wszystkich bladych i szczęśliwych! :-)
O nieobecnych
Myślała że został już tylko na fotografii
z twarzą bez oddechu
Tymczasem w każdej chwili
kiedy zapalała światło
nakrywała do stołu w świecie tak małym
w którym jest już wszystko
wiedząc że zmęczenie jest przynajmniej połową miłości
że kochać --- to nie znaczy iść w swą własną drogę
nieefektowna jak zielona cyranka bez połysku
wytrwała jak chory z urojenia który ma w końcu rację
kiedy odkrywała że można się modlić mając tylko
czyste sumienie
kiedy odchodziła żeby wrócić
z sercem nie skróconym przez oszczędność
tak znikoma że prawdziwa
sama na wspólnej drodze
po obu stronach wiary
Tłumaczył
że wieczność jest tylko jedna
że już są razem chociaż się nie widzą
że miałby ochotę nagadać jej serdecznie
choćby w przedpokoju ciepłym od ubrań
przecież tylko nieobecni są najbliżej
ks.Jan Twardowski
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 851
Blog o wszystkim i o niczym, czyli cykliczne skróty z mojego życia.
Dobijająca ćwierćwiecza studentka dziennikarstwa. Wielbicielka dobrej muzyki (czyt.: blues'a), miłośniczka zwierząt (wszelakich, sama jest w posiadaniu kota rasy europejskiej), fanka "Przyjaciół" oraz pismak z powołania.
Gwoli wyjaśnienia:
blog ten ma na celu wylanie własnych myśli na wirtualny papier, dzielenie się refleksjami na temat każdy oraz uzyskanie dzięki temu, co wymieniono powyżej, zaliczenia na ostatnim roku studiów.